Metoda stopniowania, czyli dlaczego warto być kopciuszkiem

Niniejszy wpis jest częścią cyklu „Ognisko dla początkujących

Recenzja metody

Po lekturze poprzednich wpisów cyklu uważny czytelnik umie już pozyskać opał oraz rozpałkę. Najwyższa pora, aby zrobić z nich użytek. Dziś wezmę na warsztat pierwszy krok do pełnoprawnego ogniska: metodę stopniowania, której nauczyłem się na szkoleniu podstawowym Survivaltech. Uprzedzając – nie jest to wpis sponsorowany. Fakt jednak, że przez lata rozpalania ognisk „po swojemu” nie udało mi się samodzielnie wynaleźć nic lepszego i od czasu szkolenia stosuję wyłącznie opisywany sposób.

Metodę szczegółowo omawia Paweł Supernat na poniższym, publicznie dostępnym filmie, dlatego nie ujawniam nic, co organizatorzy chcieliby zachować dla uczestników. W dalszej części wpisu przedstawię natomiast swoje doświadczenia z tą metodą.

A jeśli nie mam 12 minut?

…bo tyle trwa materiał Survivaltechu? Przeczytaj niniejszy, telegraficzny skrót.

W celu rozpalenia ogniska metodą stopniowania w pierwszej kolejności należy pozyskać martwe, suche gałęzie – najlepiej iglaste. Następnie trzeba wczuć się w baśniowego kopciuszka… jednak zamiast oddzielać popiół od maku, poodłamuj najcieńsze końcówki z tych gałęzi. Najcieńsze, znaczy nie grubsze niż grafit od ołówka. Będzie potrzebna porządna garść. W kolejnym kroku pozyskaj z tych samych gałęzi nieco grubsze odcinki – potem znowu grubsze, aż uzyskasz trzy garście coraz grubszych gałązek. Na przykład takie (GAK dla skali).

Gdy masz już trzy garście, czas na budowę platformy, składającej się z podłogi oraz gałęzi poprzecznej. Na platformę połóż rozpałkę. Platforma potrzebna jest do odizolowania podpałki od gruntu – znów kłania się druga zasada termodynamiki. Wolisz, żeby podpałka oraz przyszłe ognisko wyrównywały temperaturę z drewnem a nie z całością okolicznej gleby. Poprzeczna belka gwarantuje dopływ tlenu do podpałki.

Jeśli jako podpałkę stosujesz pukle, nie musisz dokładać poprzecznej belki. Pierzaste patyki tworzą stos wyższy niż grubość przeciętnej gałęzi. Po rozpaleniu, o ten stos właśnie należy oprzeć gałązki. Jego wysokość sama zapewni dostęp powietrza.

Kolejne kroki są proste: rozpal podpałkę i połóż garść najcieńszych gałązek równolegle do podłogi, a prostopadle do poprzecznej belki. Gałązki powinny opierać się o poprzeczną belkę – dzięki temu nie odetną dopływu tlenu do podpałki.

Kiedy płomień „przegryzie” się przez pierwszą garść, dołóż garść średnią – tym razem prostopadle do podłogi. Kiedy i ta warstwa się podda, połóż trzecią garść, tak jak pierwszą. W tym momencie masz już wystarczająco dużo żaru, żeby rozwinąć ognisko.

Czy to działa?

Paweł Supernat demonstruje działanie metody w dość przyjaznych warunkach, co może budzić sceptycyzm dociekliwego obserwatora. Chciałbym ten sceptycyzm rozwiać.

Stalker Staszek (osobom zainteresowanym Czarnobylem nieodmiennie polecam jego blog) kadzi mi czasem, że potrafię rozpalić ognisko nawet pod wodą. Pod wodą nie umiem, ale w warunkach powodziowych… albo chociaż w ich symulacji – czemu nie?

W celu demonstracji działania opisywanej metody moczyłem trzy garście w wodzie przez jakieś 30 minut. Wystarczy, żeby przesiąkły na wylot. Jeśli potrafisz pozyskać suche drewno w lesie, gwarantuję, że nie będziesz rozpalać ognia z tak kiepskiego materiału. Jeśli zadziała teraz, to znaczy że działa.

I co, łatwo poszło? Można jeszcze łatwiej, jeśli w trakcie rozpalania drugiej garści rozdmuchać dodatkowo żar powstały z pierwszej (nie rozdmuchuj płomienia rozpalającego pierwszą garść – dlaczego – będzie w osobnym wpisie).

Wstrzymaj konie!

Entuzjastyczny czytelnik wierzy już pewnie w stuprocentową skuteczność metody stopniowania. Jest to wiara nieuzasadniona.

Prawdopodobieństwo skutecznego zastosowania metody stopniowania jest funkcją dwóch czynników: jakości materiału oraz ilości podpałki.

Mniej matematycznie: nie podpalisz przemoczonego chrustu skrawkiem kory brzozy. Uważny obserwator zwrócił zapewne uwagę, że do rozpalenia przemoczonych gałązek użyłem kilku smolnych szczapek. Dałoby pewnie radę przy użyciu dwóch, ale w trudnej sytuacji nie ma czegoś takiego jak za dużo podpałki. Druga sprawa – o ile w środku lata jakość „kopciuszkowania” nie gra dużej roli, w zimną, mokrą noc warto przyłożyć się do odpowiedniej segregacji gałązek. Nigdy nie spiesz się z tym, co musi zostać zrobione szybko. W sytuacji survivalowej maksymalizacja szansy rozpalenia ogniska jest ważniejsza niż kilka minut zaoszczędzonych na segregacji patyczków.

Otagowano , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Metoda stopniowania, czyli dlaczego warto być kopciuszkiem

  1. Pingback:Ognisko dla początkujących - Tanie Przetrwanie

  2. Pingback:Vagabond Seat Pad - Tanie Przetrwanie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Spis treści