Wisport Sparrow 30

W dzisiejszym wpisie wezmę na warsztat przewijający się na różnych blogowych zdjęciach plecak Sparrow 30 polskiej firmy Wisport. Czytelnicy siedzący w temacie plecaków survivalowych mogą zapytać, po co w Internecie kolejny artykuł na temat plecaka obecnego na rynku pewnie już ponad 10 lat? Cóż, recenzje które czytałem, często zakończone „Dziękujemy za udostępnienie plecaka firmie Wisport”, skupiają się przede wszystkim na zaletach Sparrowa (po naszemu – Wróbel 😉 ). Ja z kolei, choć model ten uwielbiam, popastwię się również nad jego wadami.

Może być taka odpowiedź? To jedziemy.

Historia znajomości z Wróblem

Wisport Sparrow 30 który noszę aktualnie jest moim trzecim egzemplarzem tego modelu. Zdziwiony Czytelnik ma prawo zapytać, co to za plecak survivalowy, jeśli trzeba go tak często wymieniać? No właśnie problem w tym, że nie trzeba 😉

Pierwszy egzemplarz Wróbla kupiłem – zdaje się – w 2013 roku. Wcześniej byłem fanem plecaków Alpinus. Do czasu. Poprzednik Sparrowa (modelu nie pamiętam) okazał się być do wyrzucenia po jakimś roku od zakupu. Puściło dno, a producent nie uznał roszczenia gwarancyjnego – obraziłem się więc na Alpinusa i zacząłem szukać czegoś nowego. Ponieważ w miarę możliwości staram się być patriotą gospodarczym, wybór padł na Wisporta. W tamtych czasach chodziłem do pracy pod krawatem, szukałem więc plecaka w neutralnym kolorze. Z tego powodu wybór padł na wersję grafitową.

Ze szarym Sparrowem polubiliśmy się dość szybko i spędziliśmy razem około pięć lat. Mam do niego na tyle duży sentyment, że jego zdjęcie wciąż figuruje na honorowym miejscu w grafice tła na Facebooku bloga. Dla równowagi: sentyment nie był na tyle silny, bym nie skusił się na coś nowego. Wisport wydał poprawioną, drugą wersję Wróbla, a ja, mimo braku istotnych znaków zużycia plecaka grafitowego, zapragnąłem sprawdzić, na ile ta wersja jest lepsza. Szary Wróbelek nie pozostał jednak bezdomny. Choć planowałem go sprzedać, koniec końców trafił do (jeszcze wtedy) teściowej, gdzie spędza emeryturę jako plecak zakupowy.

Równolegle, Sparrowa 30 zażądała (jeszcze wtedy) żona, spoglądająca zazdrośnie na mój egzemplarz (wcześniej używała Rangera, również firmy Wisport). Cóż, w krótkim odstępie czasu pod naszym dachem pojawiła się para czarnych Wróbelków z II serii.

Dość szybko dotarło do nas, że kupienie dwóch plecaków w tym samym kolorze okazało się błędem. Mimo założenia na uchwyty paracordu w różnych kolorach, w pośpiechu do pracy notorycznie zdarzało mi się złapać plecak (jeszcze wtedy) żony. Gdy zdarzyło się to o jeden raz za dużo, sprzedałem swój czarny egzemplarz, by zastąpić go – noszonym aktualnie – Sparrowem w kolorze RAL 7013. Wtedy już od jakiegoś czasu pracowałem w IT, więc marynarki i krawaty poszły w odstawkę – neutralność koloru przestała być istotna.

W tej konfiguracji o dalszych pomyłkach nie mogło być mowy 😉 Na zdjęciu poniżej oba Wróble dumnie prezentują naszą gotowość do rozpoczęcia podstawowego szkolenia Survivaltech.

Geneza wyboru

Dlaczego w tamtym okresie zdecydowałem się właśnie na Sparrow 30? Cóż, odpowiedź jest w miarę prosta. W 2013 roku zależało mi nie tyle na wojskowej stylówie, a na funkcjonalności. Sparrow 30 jest plecakiem mającym typowe cechy plecaka miejskiego, który postanowiono obszyć dodatkowo taśmami systemu Molle. Wstyd się przyznać, ale w tamtych czasach myślałem, że jedyną funkcjonalnością tych taśm jest poprawa trwałości konstrukcji, co – po awarii Alpinusa – było cechą mocno pożądaną.

Skoro mamy jasność co do kwestii historycznych, przejdźmy do rozbioru Wróbla na czynniki pierwsze. Zacznijmy od podstawowych kwestii, jakimi są…

Materiały

Sparrow 30 jest uszyty z Cordury.

Materiał ten został opracowany przez firmę DuPont (odpowiedzialną, żeby daleko nie szukać, również za powłoki teflonowe na patelniach). Cordura jest splotem włókien nylonowych charakteryzującym się dużą odpornością na przetarcia. Występuje w kilku gęstościach (mierzonych w denierach – czyli gramach na 9 000 metrów włókna) – najpopularniejsze wersje to 500D i 1000D. Im większa gęstość, tym większa wytrzymałość, ale i większa (choć nie przyrastająca liniowo) waga materiału. Do większości wersji kolorystycznych stosowana jest – całkowicie wystarczająca – Cordura 500D. Cordura 1000D występuje, jak z Wisportem ustalił przy zakupie Zipperfoxa 40 mój znajomy, w wersji w polskim kamuflażu Wz. 93.

Zastosowanie tego materiału oznacza dwie rzeczy: praktyczną niezniszczalnością (w normalnych warunkach 😉 ) oraz większą, w porównaniu z nylonem stosowanym w typowych plecakach turystycznych, masą. Ponieważ plecak opisuję z punktu widzenia zastosowań survivalowo – bushcraftowych, w imię wytrzymałości jestem skłonny dźwigać te paręset gramów więcej i do materiałów o gęstości niższej niż 500D podchodzę z pewną nieufnością.

Skoro zaś o wytrzymałości mowa – potencjalnie najbardziej podatną na awarie częścią plecaka są suwaki. Do niedawna Wisport stosował w swoich plecakach zamki swojej produkcji (a przynajmniej ze swoim logo).

Aktualnie stosowane są maszynki belgijskiej firmy Kroko. Tych ostatnich nie miałem okazji sprawdzać, ale o suwakach Wisporta złego słowa nie mogę powiedzieć – w tym sensie, że nie udało mi się jeszcze żadnego z nich zepsuć.

Wisport nie oszczędza też na elementach plastikowych, takich jak klamry, regulatory czy uchwyt na rurkę bukłaka. W zależności od egzemplarza stosowane są wyroby Duraflex lub ITW Nexus. Innymi słowy – lepiej nie będzie 😉

Plecak z większości stron obszyty jest taśmą systemu Molle. Ta sama taśma występuje jako system regulacyjny szelek. Wisport nie przyznaje się, z jakiego materiału – obstawiam, znów, nylon – lub poliester. Tak czy inaczej, nie udało mi się również popsuć żadnego z tych elementów.

Rozmiar i pojemność

Wisport deklaruje, że Sparrow 30, jak sugeruje nazwa, może pomieścić 30 litrów. Jeśli to dla kogoś za dużo, do wyboru ma jeszcze wersje 10-cio, 16-sto i 20-sto litrowe. Tu mała dygresja – do „litrażu” plecaków od zawsze podchodzę z pewnym sceptycyzmem. Cóż… gdy przeciętny „30sto litrowy” plecak postawić koło sześciu pięciolitrowych baniaków wody, widać gołym okiem, że coś jest nie tak 😉 Z drugiej strony – nie próbowałem nalewać do Wróbla wody w deklarowanej objętości. Tak czy inaczej, wybierając plecak, zamiast skupiać się na deklarowanym litrażu, najlepiej po prostu popatrzeć na rzeczywiste wymiary. Ta sama uwaga tyczy się kategoryzowania plecaków w kategorii „-dniowości” (plecak jedno- czy trzydniowy). To, czy plecak w ogóle jest więcej niż kilkugodzinny zależy przecież od tego, czy możesz spakować do niego swój zestaw do spania 😉

Dlaczego wybrałem wersję 30sto litrową? Cóż, Alpinusy, które nosiłem wcześniej, miały tę samą deklarowaną pojemność. Choć 30 litrów to w większości przypadków więcej niż potrzeba na co dzień, dodatkowa objętość przydaje się przy robieniu większych zakupów, zwłaszcza jeśli – jak ja – nie poruszasz się regularnie samochodem.

System nośny – kontrowersje

Rozkład plecaka na czynniki pierwsze zacznę od najbardziej kontrowersyjnego elementu, czyli systemu nośnego. Czemu kontrowersyjnego? Plecaki Wisport mają w środowisku bushcraftowo – survivalowym zarówno swoich fanów, jak zagorzałych przeciwników. Fani podkreślą niezniszczalne (prawie 😉 ) materiały czy militarną stylówę. Przeciwnicy najczęściej wytykają Wisportowi przestarzałe – w porównaniu do topowych marek turystycznych – konstrukcje i nie rozwijane od lat systemy nośne. Cóż, zawieszenie Sparrowa 30 faktycznie nie należy do najbardziej skomplikowanych.

Konstrukcja jest prosta, lecz – moim zdaniem – funkcjonalna. Wyściełane pianką szelki. Dwie poduszki pod plecami. Pas piersiowy, plus – pełniący głównie funkcję stabilizującą – pas biodrowy z taśmy 50 mm. Kieszeń na (opcjonalny) płaskownik pełniący funkcję stelaża.

Taki zestaw faktycznie może wydawać się ubogi użytkownikom plecaków z zaawansowaną wentylacją pleców. Właściciele plecaków turystycznych podkreślają – rzekomo znacząco większą – wygodę ich noszenia, a ja nie mam powodu, by im nie wierzyć. Z drugiej strony, jako przedstawiciel pokolenia, które podręczniki do szkoły nosiło w wojskowych „kostkach”, sam fakt dodania na plecach i szelkach pianki wentylacyjnej uważam za gigantyczny krok naprzód. Tym bardziej, że Sparrow 30, jest plecakiem nie za dużym i w zasadzie (co wyjaśnię w dalszej części wpisu) nie da się go naładować tak, żeby rozbudowany system nośny był jakoś bardzo potrzebny. Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił – poprowadzenie kieszeni na stelaż na zewnątrz powoduje, że we wszystkich znanych mi egzemplarzach Wróbla widać to samo uszkodzenie.

Żródło problemu jest łatwe do wykrycia. Stelaż wybrzusza kieszeń, która wystaje poza poduszki i powoli, dzień po dniu, przeciera się o plecy (lub pasek) właściciela. Gdyby tę kieszonkę umieścić od środka, problem prawdopodobnie by nie wystąpił. Tyle dobrego, że po trzech latach codziennego użytku przetarcie nie przeszło jeszcze na wylot 😉

Tymczasem jednak przejdźmy do „zawieszenia” plecaka, jakim są…

Szelki

Wróblowe szelki nie zaskakują konstrukcją – z przodu Cordura, z tyłu pianka z siatką dystansową. Bardzo wygodnym rozwiązaniem jest system szybkiego wypinania – przydaje się, gdy nie chcę rzucać plecaka na glebę i chcę go powiesić na jakiejś gałęzi. Klamry systemu pełnią też funkcję drabinek regulujących długość szelek – taśmy jest spory zapas i nawet wysokie osoby spokojnie sobie poradzą. Na szelkach mamy dodatkowe taśmy, pełniące funkcję prowadnicy do rurki bukłaka. Mi zdarza się wieszać na nich ładownicę na GPS od Baribala. W sensie, na tych z faktycznej taśmy bo w części egzemplarzy Wróbla Wisport w górnej części szelki zamiast taśmy umieszcza gumę.

Zastosowanie gumy ma jak rozumiem ułatwić przeprowadzenie ustnika od rurki, jednak w praktyce to rozwiązanie jest wyjątkowo nieudane. Po pierwsze, ustnik przechodzi bez problemu pod zwykłą taśmą. Po drugie, gumy stosowane przez Wisport w tym miejscu wyjątkowo łatwo się rozciągają i mechacą. Nie jestem fanem bukłaków, więc fakt, że po zaledwie kilku użyciach guma jest już istotnie uszkodzona, uważam za sporą wadę.

Pionowa taśma idąca przez szelkę ma jeszcze jedno zastosowanie – mianowicie, wisi na niej…

Pas piersiowy

Pas piersiowy Sparrow 30 jest zrobiony z taśmy o szerokości 20 mm. na miejscu utrzymują go uchwyty od rurki bukłaka.

Głównym zadaniem pasa piersiowego jest zapobieganie sytuacji, w której szelki ześlizgują się z ramion właściciela plecaka. Jest to zadanie bardzo istotne. Ilekroć zapomnę zapiąć tego paska, w ramionach i barkach pojawiają się napięcia, co znacząco obniża komfort wędrówki. Na dłuższą metę spięcie mięśni jest również niezdrowe.

Samo mocowanie pasa na szelce jest względnie proste i polega na przeplotkach taśmy przez drabinkę regulatora. Pomysł niby dobry, bo sprzyja samodzielnym naprawom. Z drugiej strony, powoduje, że mamy do czynienia z nadmiarem taśmy majtającej się dookoła szelki. We wszystkich moich Wróblach nadmiar taśmy uciąłem. Przeszycie zabezpieczające taśmę przed ucieczką to również moja inicjatywa.

Niezależnie od prostoty pasa, kwestia, do której po prostu muszę się przyczepić, to zastosowanie zwykłej klamry. Plecak survivalowy prosi się wręcz o zastosowanie klamry z gwizdkiem.

Skoro jednak o pasach mowa, weźmy na warsztat…

Pas biodrowy

Opisując system nośny wspomniałem, że Sparrowa nie da się obciążyć „w zasadzie”. Czas rozwinąć ten temat. Jak każdy plecak z systemem Molle, tak i Wróbel może zostać konkretnie rozbudowany. Liczne taśmy również kuszą, by dopinać sprzęt na zewnątrz. W ramach eksperymentu postanowiłem kiedyś zrobić 20 km z plecakiem, do którgo podpiąłem boczne kieszenie z modelu Reindeer 75, plus, na zasadzie „taktycznego winogrona” co nie wlazło do środka, przyczepiłem na zewnątrz.

Całość, mająca być symulacją spakowania się na nielegal do Zony, ważyła około 13 kilogramów. Wystarczy powiedzieć, że tak przeciążony plecak dość mocno dawał się w marszu we znaki. Źródło problemu jest proste do zidentyfikowania – pas biodrowy Sparrowa nijak nie przenosi ciężaru z ramion na biodra.

Brak porządnego (najlepiej odpinanego) pasa biodrowego we Wróblu jest dla mnie nieco niezrozumiały. Wisport, produkując spore kieszenie boczne dla linii Sparrow, sam zachęca do rozbudowywania plecaka. Cóż z tego, skoro przeładowany Wróbel robi się niewygodny? Jednocześnie, modele mniejsze (!) takie jak Caracal, czy niewiele większe (np. Whistler) pełnoprawny pas biodrowy posiadają. Jeśli dodać do tego fakt, że system nośny Whistlera i Sparrowa są bardzo podobne, nie rozumiem, po co Wisport upiera się na produkcję dwóch różnych, choć tak podobnych, systemów, zamiast ujednolicić linie produkcyjne. Brak pasa z taśmy we Wróblu nie spowodowałby dużych kłopotów. Często, nawet przy pełnym plecaku, łapię się na tym, że go nie zapinam. Demontowalny, ale pełnoprawny pas biodrowy mógłby być w mojej opinii sprzedawany nawet osobno.

Pas biodrowy skrytykować muszę też za system mocowania, oparty – znów – na przeplataniu taśmy przez drabinkę. Uściślając, chodzi o fakt, że pas nie jest dostatecznie zabezpieczony przed „wyjechaniem” z drabinki. Użytkując pierwszego Sparrowa kilkukrotnie musiałem wracać po zgubiony pas, więc wiem co mówię. Od tamtego czasu w każdym kolejnym Wróblu samodzielnie przeszywam taśmę tak, by nie miała prawa wyjechać z drabinki.

Operacja jest prosta, ale szkoda trochę, że użytkownik musi to przeszycie zrobić samodzielnie. Cóż, taki los. Tymczasem zaś pora wybrać się na…

Front

W mojej opinii to właśnie przód plecaka decyduje o tym, czy dany produkt jest ładny czy nie. Sparrow 30 wypada tu w mojej opinii bardzo dobrze. Plecak cieszy oko i jest po prostu ładny.

To, co rzuca się w oczy jako pierwsze, to panel na narzepki. Wisport standardowo dodaje do plecaka narzepkę z niewielką polską flagą i napisem „Proudly made in Poland”. Bardzo podoba mi się zarówno ten pomysł, jak i fakt, że Wisport niedawno wrócił do wersji narzepki prezentowanej poniżej, w towarzystwie kilku innych flag.

Wersja „przejściowa”, zrobiona z gumy i prezentująca logo producenta na powierzchni barw narodowych nijak mi się nie podobała.

Druga fajna rzecz z przodu plecaka to komórki systemu Molle, kuszące, by przyczepić do nich jakieś ładownice. Wydaje mi się, że głównym zastosowaniem tych taśm jest mocowanie noszaka na hełm. Przez jakiś czas próbowałem mocować tam większe kieszenie, ale w końcu uznałem to za bezsensowne – plecak robił się za długi. Aktualnie regularnie przyczepiam do nich… panel administracyjny.

Ortodoksyjni gracze ASG mogą się złapać za głowy i stwierdzić, że panel nosi się na piersi, nie na plecach. Cóż, ja tam swoje wiem 🙂 Jeśli uważasz taką konfigurację za gó*niany pomysł, masz skądinąd trochę racji. Do ładownicy na magazynek mieści się bowiem idealnie paczka mokrych chusteczek, zaś w płaskiej części przenoszę niewielką łopatkę. Cóż, kogo nigdy w lesie nie złapała nagła potrzeba odciążenia się, niech pierwszy rzuci… zresztą, tym może lepiej nie rzucać 😉

Fakt, panel administracyjny utrudnia nieco dostęp do rewelacyjnej – bo rozciągającej się na całą powierzchnię frontu plecaka – kieszeni przedniej. Z drugiej strony, skoro najczęściej noszę tam portfel, nie przeszkadza mi, że utrudniony dostęp dotyczy również osób postronnych.

Na przodzie plecaka mamy również paski, których zastosowania długo nie potrafiłem ustalić. W końcu mnie olśniło: to są paski na deskorolkę. Cóż, pisałem we wstępie, że Wróbel ma cechy plecaka miejskiego, czyż nie? Inna sprawa, że tych pasków – z mojego punktu widzenia – mogłoby w ogóle nie być. Deskorolki nie mam, więc jedyne, do czego mi służą to mocowanie odblasków. Z drugiej strony, gdyby ich obecność mi przeszkadzała, już dawno po prostu bym je wyciął. Tymczasem jednak nie odczuwam takiej pokusy.

Tyle opisu frontu, spójrzmy teraz na…

Bo(cze)k

Dlaczego uważam, że bok plecaka zasłużył na osobną sekcję? Po pierwsze, Wisportowi należy się pochwała za taśmy kompresyjne. W sensie, nie za to, że są, bo to w zasadzie standard, a za ich długość. W „kapryśnych” porach roku, gdy rano jest jeszcze chłodno, a w południe już nieźle grzeje, bardzo doceniam fakt, że można do nich zamocować kurtkę. Nawet tak obszerną, jak brytyjski Smock.

Pacyfikowanie nadmiaru taśmy Wisport powierza dodawanym do plecaka gumkom. Są one bardzo fajne… dopóki się nie rozciągną, co dzieje się raczej wcześniej niż później. Z tej przyczyny – znów, we wszystkich posiadanych egzemplarzach – zastąpiłem je w końcu uchwytami typu „web dominator” – kupowanymi hurtowo na Aliexpress. Zastosowanie oryginalnych dominatorów ITW Nexus zapewne nie podniosło by znacząco ceny plecaka, więc widzę tu pewne pole do poprawy dla Wisporta. I o ile z brakiem dominatorów mogę, żyć, o tyle nie mogę wybaczyć producentowi jednej rzeczy – brakującej taśmy Molle.

Cóż, projektant plecaka musiał zmierzyć się z puzzlami 3D. Poza komórkami Molle na boku plecaka musiał znaleźć jeszcze miejsce dla pasków kompresyjnych i uchwytu na deskorolkę. Udało mu się to we wszystkich wersjach Sparrowa – poza trzydziestolitrową. Tu postanowił, że jeden rząd taśmy musi zniknąć.

Czemu mnie to denerwuje? Cóż, moim zdaniem kieszeń cargo o wysokości mniejszej niż 3 rzędy taśmy jest po prostu za niska. Kieszonki boczne w plecakach uznaję za bardzo pożyteczne, a tu taki numer… Przez jakiś czas próbowałem obejść problem przypinając cargo 3×2 od Baribala nie przy pomocy troków, a klamerek z Aliexpress, ale powodowało to odstawanie kieszeni od bryły plecaka. Kieszenie większe (4×3) mocuje się oczywiście bez kłopotów, ale na miasto są po prostu za duże.

Naprawdę, jeśli kiedyś powstanie Sparrow III, zamiast tych dwóch rzędów taśmy, chętniej widziałbym po prostu normalne kieszenie boczne, jak w modelu Ranger. Albo jakiś system modułowy, taki jak np. w Direct Action Dragon Egg, gdzie kieszeń boczna pełni również funkcję panelu Molle.

Tymczasem, mogę uznać, że się namarudziłem – czas przyjrzeć się, co kryje wnętrze Wróbla. Zacznijmy od podstawowej jednostki transportowej, jaką jest…

Komora główna

Najważniejszą – moim zdaniem – cechą komory głównej Sparrowa jest suwak sięgający dna plecaka. Jest to genialny patent, gdyż umożliwia rozpięcie plecaka jak torby, co widać na poniższym obrazku.

Tak rozpięty zamek umożliwia dostęp do przedmiotów upchniętych na dnie bez konieczności wywalania zawartości na zewnątrz. Wisport Sparrow to pierwszy plecak z takim systemem, jaki miałem, i jeśli miałbym się przesiadać na inny model, z góry skreślam wszystko, czego nie da się tak rozpiąć.

Samo wnętrze komory nie zaskakuje jakoś specjalnie – mamy tu w zasadzie wszystko co jest potrzebne i niewiele więcej 😉 Od strony pleców mamy kieszeń na bukłak / laptopa. Ewentualnie na poddupnik z Aliexpress.

Nad kieszenią jest przyszyty kawałek lamówki, na której można powiesić bukłak. Wyjście rurki znajduje się na środku górnej części plecaka, między szelkami.

Spostrzegawczy czytelnik zauważy również drabinki, przez które można przeciągnąć troki w celu kompresji bagażu – ja jednak nigdy z nich nie skorzystałem.

Od frontu mamy dwie kieszenie z siatki. Żaby łatwiej lokalizować uchwyty suwaków, dodałem rzucający się w oczy paracord.

Co do tych kieszeni mam mieszane uczucia. W pierwszej wersji Sparrowa była tu jedna, duża kieszeń. Dawało to możliwość przenoszenia kartek A4 bez konieczności ich zginania. Z drugiej strony, mniejsze przedmioty spadały na dno kieszeni, z którego trudno było je wyłuskać. Aktualna wersja ma dwie kieszonki, dzięki czemu rzeczy w kieszonce górnej są łatwo dostępne, a w kieszeni dolnej – wcale 😉 W praktyce korzystam więc tylko z górnej kieszeni – dolna jest mi do szczęścia niepotrzebna. Do przechowywania drobnicy służy przecież i tak…

Komora przednia

Przednia (lub – jeśli uwzględnić kieszonkę na froncie – środkowa) komora Sparrowa pełni – przynajmniej u mnie – funkcję pomocniczą. Gdy naładować solidnie komorę główną, z przodu robi się naprawdę mało miejsca, przez co przenoszę w niej płaskie przedmioty, do których chcę mieć szybki dostęp. Zaliczają się do nich rękawiczki, klucze, nóż czy apteczka. Całość – w teorii – można tam całkiem nieźle zorganizować.

Dlaczego w teorii? O ile smycz na klucze jest patentem, którego brak bardzo by mi doskwierał, o tyle pozostałe elementy organizacyjne są co najmniej dyskusyjne. Zacznijmy od siatkowej kieszonki. Gdy komora główna jest solidnie naładowana, kieszonka się wybrzusza, przez co można do niej schować co najwyżej złożoną kartkę. Cóż, przynajmniej kartka nie wypadnie.

Tego samego nie można jednak powiedzieć o niczym, co umieścimy w organizerze z lewej strony. Fakt umieszczenia go w środkowej części komory jest, oględnie mówiąc, pomysłem tragicznym. Bez oparcia w postaci dna, wszystko, co zahaczymy o gumy organizacyjne (niezależnie czy ma klips, czy nie) pod wpływem ruchu wyląduje na dnie plecaka. Wiem co mówię, bo próbowałem tu umieszczać różne przedmioty, zawsze z tym samym rezultatem. To samo tyczy się długopisów wsadzonych w kieszonki dla nich przeznaczone – ile bym nie próbował, zawsze lądują na dnie.

Z uwagi na powyższe kłopoty organizera w tej komorze w ogóle nie używam. A szkoda, bo ma potencjał. Gdyby gumy segregujące szpej przyszyto np. w środku siatkowej kieszonki (odpowiednio ją poszerzając), nie potrzebowałbym nosić nerki. Lepiej niż organizer sprawdziłyby się ze trzy rzędy taśmy Molle – można by przymocować jakąś sensowną ładownicę.

Podsumowanie

Po lekturze niniejszego wpisu Czytelnik może mieć ostry dysonans poznawczy. Skoro czepiam się Sparrowa na każdym punkcie, to dlaczego trzymam się tego modelu? Odpowiedź jest prosta – niezależnie od drobnych niedogodności ten plecak po prostu mi odpowiada.

Sparrow zapoznał mnie z rozwiązaniami, o których nawet nie wiedziałem, że są dobre (suwak po całej długości, smycz na klucze, system Molle). Użycie Cordury sprawia, że nie za bardzo widzę możliwość popsucia aktualnego egzemplarza – a jeśli mi się to uda, Wisport daje na plecak 5 lat gwarancji (skorzystałem z niej raz, gdy w czarnym Wróblu pękła klamra w szelkach – wymienili bez problemu). Dodatkowo, po wygaśnięciu gwarancji firma oferuje płatny serwis, co jest istotne, jeśli patrzeć z punktu widzenia ekologii – wszak lepiej plecak naprawić niż wyrzucać. Płaskownik na plecach, wprowadzony w wersji drugiej, również sprawdza się dobrze, zapobiegając wybrzuszaniu napakowanego do granic plecaka.

30 litrów objętości to, jak się okazuje, gdy nauczyć się odchudzać sprzęt – całkiem sporo. Na wyprawę do Żarnowca w Sparrowa spakowałem cały zestaw do spania (tarp, materac, tyvek, śpiwór), plus zostało jeszcze miejsce na wodę i pożywienie. Gdy wyjąć stelaż i zaciągnąć taśmy kompresyjne, Wizzair uznaje go za bagaż podręczny.

Na koniec – niezależnie od funkcjonalności, Sparrow jest po prostu ładny. A jeśli cena – na dzień powstania wpisu to ok. 400 PLN – wciąż Cię przeraża, na OLX można łatwo wyrwać używkę w dobrym stanie za mniejsze pieniądze. Tym bardziej, że Wisport uznaje gwarancję na podstawie dowodu zakupu od poprzedniego własciciela. A to jest plecak na lata.

Z listy wad plecaka za poważne wady uznaję w zasadzie tylko brak jednego rzędu Molle na boku oraz kompletnie nie funkcjonalny organizer.

Za wadę istotną tylko przy obwieszeniu dodatkowymi kieszeniami – uznaję śladowy pas biodrowy. A z takimi wadami – mimo wszystko – da się żyć. Polecam zatem Wróbelka, daj mu szansę, a nie pożałujesz.

Otagowano , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

7 odpowiedzi na „Wisport Sparrow 30

  1. Pingback:Zestaw powrotny na trudne czasy - Tanie Przetrwanie

  2. Pingback:Wisport Reindeer 75 - Tanie Przetrwanie

  3. Krzemyk komentarz:

    Dziękuję. Chociaż czytałem to jako świeży posiadać takowego

    • Bartek komentarz:

      Cieszę się, że wpis się podoba. Mam nadzieję że plecak będzie dobrze służył.

      Pozdrawiam
      Bartek

  4. leśny dziad komentarz:

    Wisport jest przereklamowany. Mnóstwo firm na świecie oferuje plecaki solidne, dobrze uszyte, z Cordury. Do niedawna nasza siła nabywcza była niska to sprzętu tego nie oferowano w Polsce. Dziś jest dostępny. Przede wszystkim wojna na Ukrainie i zrobienie z Polski zaplecza magazynowego dla Ukrainy sprawiły, iż magazyny polskich firm zapełniły się sprzętem najwyższej jakości i okazało się iż wcale nie jest on taki kosztowny. Przede wszystkim wada 30-tki to brak osobnej, dostępnej z zewnątrz kieszeni na system hydracyjny. To niesamowicie ułatwia korzystanie z tego systemu. Troczenie czegoś do plecaka oznacza iż mamy za mały plecak i trzeba kupić większy, albo za dużo rzeczy zabieramy. Wtedy i przegródki w organizerach stają się praktyczne i wygodne. Ja ten problem rozwiązałem już dawno temu – nabyłem kilka plecaków rożnych firm, wielkości i przeznaczenia. Do pracy jest osobny plecak, do wycieczek na kilka godzin do lasu inny, gdy idę na weekend do lasu biorę inny, gdy jadę na klika dni w góry mam do tego też oddzielny plecak, a gdy jadę do sklepu po zakupy to sięgam po przeznaczony do tego plecak. Jako że nie katuję do wszystkiego jednego plecaka nie muszę zwracać uwagi na ich jakość i kupować przesadnie drogich i trwałych. Przyznam się niektóre są drogie ale zwykle kupowane w przecenach np. ten w góry za 299 zł przeceniony z 1299 zł. Zresztą można kupić podróbki. Super plecak Direct Action Dragon Eggle (aktualnie niedostępny bo wszystko poszło na Ukrainę) ma swój odpowiednik ucywilizowany (bez taśm molle, 90% odbiorców nic do niego i tak nie troczy) z mocnego poliestru 900D a nie Cordury, dla cywilnego odbiorcy różnica praktycznie nie ma znaczenia. Odpowiednik kosztuje 30% ceny pierwowzoru. Idealnie skopiowana podróbka z Cordury szanowanej za jakość chińskiej firmy kosztuje 60% ceny nowego (DA szyje w Wietnamie, podobnie jak 80% producentów topowego sprzętu taktycznego, reszta szyje w swoich krajach)

    • Bartek komentarz:

      Cześć,
      Na Dragon Egg patrzę od jakiegoś czasu, jak się Wisport spruje, zapewne będę na niego polował. Podjebkę na Ali widziałem, jeśli faktycznie jest dobra, to może być niezłym tropem 🙂

      Pozdrawiam,
      Bartek

    • Krzysztof komentarz:

      Mam wersję 20l Sparrowa, jako alternatywę 40l ZipperFoxa, na krótsze wycieczki i muszę przyznać, że jednak jest trochę za mały. Powinienem był jednak wziąć 30l. Z zarzutami o brak dodatkowej kieszeni na system hydracyjny mógłbym polemizować, ale jak zawsze, zależy to od tego co kto nosi. Mam bukłak 3 litrowy, który przez jakiś czas umieszczałem w wewnętrznej kieszeni na plecach, przez co był położony centralnie. Średnio sprawdza się to w tak małym plecaku, bo ciężko wtedy sensownie upakować większe rzeczy. Nie wiem czy zewnętrzna kieszeń dużo by tu zmieniła – lepiej jednak sprawdza się umieszczenie go luzem z boku w głównej kieszeni.
      Jeżeli chodzi o Wisport, to ostatnio ciężko kupić coś na ich stronie – mają tyle zamówień hurtowych, że nie nadążają z uzupełnianiem stanów magazynowych. Warto zapytać o dostępność. W moim przypadku okazało się, że chociaż Raccoon 85 jest oficjalnie niedostępny, to jednak akurat realizowali większe zamówienie i uszyli jeden więcej 🙂
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Spis treści