Nalgene Oasis, czyli tritan dla wojska

Nalgene Oasis była pierwszą butelką z tritanu, jaka wpadła mi w ręce. Gdy zaczynałem kompletować sprzęt na wypady do lasu, przeżywałem (nieuniknioną chyba) fazę fascynacji wszystkim co wojskowe. „Słoik” Nalgene Wide Mouth średnio pasował do militarnej stylówy, dodatkowo Oasis była wtedy o połowę tańsza niż jej turystyczna siostra. Czy było warto? Spróbujmy odpowiedzieć na to pytanie.

Butelka Nalgene Oasis jest zrobiona z Tritanu. Materiał ten opisywałem już w recencji Nalgene Wide Mouth, dla wygody czytelnika pozwolę sobie przypomnieć wnioski, bezczelnie kopiując frazy z wspomnianego wpisu. Tritan to taki sprytny rodzaj plastiku, który zachowuje się nieco jak szkło. Nie wchodzi w reakcje z zawartością i jest odporny na temperatury. Co istotne, tworzywo to nie wydziela szkodliwego BPA (szczegóły na Wikipedii). W przeciwieństwie do szkła, tritan się nie tłucze, co czyni go dobrym materiałem na wszystko, co służy do przenoszenia spożywki w terenie. W większości przypadków producenci każą sobie słono płacić za wyroby z tego materiału – nie inaczej jest w przypadku Nalgene Oasis. Na moment powstawania wpisu sklepy internetowe życzą sobie za nią 35 do 40 PLN. Sporo jak na prostą flaszkę.

Oazy krótkie opisanie

Czytelnik obyty z wojskowym sprzętem z pewnością już zauważył, że Nalgene Oasis jest produktem silnie inspirowanym przez jednokwartową manierkę US Army. Faktycznie – charakterystyczny kształt, próbujący niesymetrycznym wcięciem wpisać się w ludzką anatomię, jest nie do pomylenia. Objętość Oasis (jedna kwarta) nie powinna być zatem dla nikogo zaskoczeniem, Podobnie jak amerykańska manierka, Oasis może wylegitymować się nakrętką na plastikowej „smyczy”, zapobiegającej zgubieniu przez roztargnionego użytkownika. W przeciwieństwie do pierwowzoru jest jednak przezroczysta – dzieki temu widać dokładnie, ile zostało w niej płynu. Sama nakrętka jest identyczna jak w butelkach Nalgene Narrow Mouth – tu jednak nie mamy wyboru. Decydując się na Oasis, użytkownik musi żyć z wąskim wlewem.

Płaski kształt sprawia, że Nalgene Oasis łatwo mieści się w płaskich kieszeniach. Żeby daleko nie szukać, doskonale pasuje do nieszczególnie rozciągliwych kieszeni bocznych Reindeera 75.

Niestety – podobnie jak pierwowzór, Nalgene Oasis jest pozbawiona jakiejkolwiek skali umożliwiającej precyzyjne odmierzanie wody, np. w celu zalania liofilizatu.

Mało tritanu w tritanie

Jeśli porównać Nalgene Oasis do Nalgene Wide Mouth czy butelek Helikon / Karrimor, widać wyraźnie, że w tym modelu producent przyoszczędził na tritanie. Ścianki butelki są stosunkowo cienkie – do tego stopnia, że wyginają się pod mocniejszym naciskiem.

Mam niejasne wrażenie, że jest to swego rodzaju kompromis. Nalgene Oasis ewidentnie jest ukłonem w stronę amerykańskiego wojska – krzyczy wręcz „Zastąp mną kontraktową manierkę!”. W oczywisty sposób musi więc być kompatybilna z akcesoriami do pierwowzoru… mając jednocześnie kształt na tyle inny, by nie narazić producenta na proces patentowy. Nie wiem, jak z procesami, ale kompatybilność udało się zachować. Oasis pasuje do kontraktowej ładownicy US Army motowanej na klipsy LC2.

Daje się również upchnąć w NATOwski Crusader Cup.

Pomimo cienkich ścianek, Nalgene Oasis radzi sobie z gorącą zawartością. Kwalifikuje ją to zatem do użycia w roli termoforu wspomagającego śpiworową termikę. Przypomnę – po napełnieniu wrzątkiem butelkę izolujemy (skarpetą / czapką / ładownicą) w celu uniknięcia poparzenia, po czym bierzemy ze sobą do śpiwora. Butelka stanowi wtedy dodatkowe źródło ciepła – ostatnio stosowałem ten patent podczas wypadu na Mierzeję Wiślaną.

Czytelników wrażliwych na perspektywę uszkodzenia drogiego sprzętu uprzedzam, że pod wpływem wrzątku cienkie ścianki Nalgene Oasis nadymają się jak balon.

Gdy zaobserwowałem to zjawisko po raz pierwszy, byłem zaniepokojony. Kolejne eksperymenty pokazały jednak, że choć efekt jest powtarzalny, nie grozi uszkodzeniem butelki.

Ograniczenie ilości Tritanu ogranicza wagę butelki – zgodnie z deklaracją producenta waży ona 135 gramów. Tak, całe 40 gram mniej niż wyklinany przez ultralightowców „słoik” Wide Mouth. Nalgene nie byłoby sobą, gdyby nie zrobiło kilku wersji kolorystycznych butelki. Jako produkt mający kusić wojskowych, Oasis można kupić kolorach taktycznych, czyli kojocie i oliwce. Osobom nie przywiązującym wagi do dyskretnego wyglądu producent oferuje dodatkowo kolory szary, niebieski i czerwony.

Czy warto?

Opisywaną butelką byłem przez długi czas zachwycony. Wojskowa stylówa, możliwość przenoszenia gorącej herbaty, kompatybilność z ładownicą i militarnym kubkiem… czego chcieć więcej? Cóż, tego, co posiada Nalgene Wide Mouth, a czego nie ma Oasis ;).

Dokładniej – szerokiego wlewu, miarki oraz łatwych w dopasowaniu kubków. Crusader Cup, choć klimatyczny, jest gruby i nieporęczny. Kusiło mnie kiedyś, żeby zamówić w jego miejsce tytanowy garnek z Aliexpress. Nie znając dokładnych wymiarów nie zaryzykowałem jednak takiego eksperymentu. Na stoisku grillowym w supermarkecie znalazłem kiedyś lekki kubek z cienkiej stali, który na oko powinien pasować… i oczywiście nie pasował. Osoby chcące przenosić butelkę w naczyniu będą mieć więc z Oasis dużo większy problem niż z dowolnym, okrągłym bidonem.

Przy całej swej sympatii do opisywanej butelki, jej zakup polecam wyłącznie osobom, którym (np. z uwagi na już posiadane wyposażenie) zależy na militanej stylówce. Różnica w cenie między Nalgene Wide Mouth a Oasis nie jest na tyle powalająca, żeby – decydując się na drogą butelkę – nie chcieć dopłacić do bardziej funkcjonalnego „słoika”. Ultralightowcy tak czy inaczej będą kląć na 135 gramów dodatkowej masy. Czytelnikom bardzo oszczędnym polecam zaś nieodmiennie butelkę Quechua 100 Tritan 🙂

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Jedna odpowiedź na „Nalgene Oasis, czyli tritan dla wojska

  1. Pingback:Tritan za (mniej niż) dychę, czyli bidon Quechua 100 - Tanie Przetrwanie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Spis treści