Nalgene Wide Mouth, czyli multitool wśród butelek

Dzisiejszy wpis powstaje z tej okazji, że zebrałem się wreszcie do obejrzenia filmu „127 godzin”. Film przedstawia historię człowieka obdarzonego niewyobrażalną wolą życia… oraz zawiera piękne ujęcia z udziałem butelki Nalgene Wide Mouth.

Z laboratorium do lasu

Po sieci krąży anegdota uzasadniająca, dlaczego firma Nalgene, specjalizująca się w pojemnikach laboratoryjnych, zaczęła produkować butelki turystyczne. Zgodnie z nią, inspiracją dla właściciela był jego syn, który wraz z kolegami z harcerstwa miał odkryć, iż wyroby firmy ojca nadają się do przenoszenia wody w terenie. Ile w tym prawdy – nie mnie oceniać, fakt, że koniec końców charakterystyczny plastikowy „słoik” rozpowszechnił się na amerykańskich szlakach turystycznych, a z nich trafił wreszcie do Polski, w tym również w moje ręce.

Pierwszy egzemplarz Nalgene Wide Mouth kupiłem, jeśli mnie pamięć nie myli, na wyprzedaży z okazji 20-lecia sklepu Multan Extreme, czyli około 2016 roku. Sklep kusił wtedy 20% zniżkami, co pozwoliło mi na przełamanie się i wydanie kilkudziesięciu złotych na jakiś rozreklamowany słoik. Chwilę później kupiłem drugi egzemplarz, dla żony… i tak zaczęła się kolekcja przeróżnych butelek turystycznych, które teraz ledwo mieszczą mi się w szafie. Zaznaczę tu – żona jest wybredna i jeśli domaga się kupna drugiego egzemplarza czegoś, co mnie akurat zafascynowało, znaczy, że jest to fajna rzecz. Co tak ciekawego jest w tym słoiku, co uzasadnia wydatek kwoty przekraczającej 50 PLN? Co więcej, czemu w nagłówku posłużyłem się słowem kojarzonym raczej z wyrobami Leatherman? Spieszę z wyjaśnieniami.

Argument 1: materiał

Nalgene Wide Mouth jest zrobiona z tritanu. Tritan to taki sprytny rodzaj plastiku, który zachowuje się nieco jak szkło. Nie wchodzi w reakcje z zawartością i jest odporny na temperatury. W szczególności nie wydziela szkodliwego BPA (szczegóły na Wikipedii). W przeciwieństwie do szkła, tritan jest solidny – na kolejnych zdjęciach widać, że butelka sporo przeszła, a mimo to, poza drobnymi otarciami, nic się jej nie stało.

Kiedy piszę „nie wchodzi w reakcje z zawartością”, nie chodzi o pusty slogan. W słoiku od Nalgene można śmiało przenosić potencjalnie agresywne substancje. Zaprawdę, powiadam wam, jeśli w reakcję z moją butelką nie weszła partia samogonu wytwarzanego przez jednego z czarnobylskich przewodników, to nic w tę reakcję nie wejdzie.

Nie zawsze w Zonie uda się znaleźć stary materac – czasem trzeba więc spać na glebie.

Po opróżnieniu butelkę wystarczy wymyć wodą z płynem do naczyń – kolejnej partii płynu nie popsują żadne ślady zapachu czy smaku. Poza alkoholem w Nalgene można spokojnie przenosić również pożywienie – nawet bardzo tłuste, jak rosół. Mamy więc pierwsze alternatywne zastosowanie: klasyczny słoik. Czytałem również porady wskazujące na możliwość bezpiecznego użycia tej butelki w roli nocnika, aby uniknąć wychodzenia z ciepłego śpiwora (sam jeszcze nie próbowałem, zaznaczam jednak ten fakt z kronikarskiego obowiązku).

Argument 2: konstrukcja

Niecierpliwy czytelnik sprawdził już zapewne w międzyczasie, że Nalgene nie jest jedynym wytwórcą butelek z tritanu. Przejdźmy więc do największej zalety butelki Wide Mouth – szerokiego wlewu. Butelka w kształcie słoika pozwala sprawnie czerpać wodę ze źródła. W szeroki wlew łatwo wepchnąć garść śniegu, aby roztopić go ciepłem własnego ciała. Łatwo wrzucić kostki lodu w celu schłodzenia ulubionego napoju. Znika również problem związany z koniecznością łamania tabletek izotoniku, obecny w butelkach z wlewem wąskim. Kto raz przyzwyczai się do tego rozwiązania, będzie sarkał na wszelkie „wąskogardłe” bidony.

Na słoikowatości zalety Nalgene Wide Mouth się nie kończą. Laboratoryjne pochodzenie butelki widać w umieszczonej na ściance miarce, skalowanej w uncjach (oz.) i mililitrach.

Dzięki podziałce w Nalgene, bohater „127 godzin” odmierzał sobie dzień po dniu cenne mlilitry wody. Jeśli jednak akurat nie jesteśmy uwięzieni w ciasnej szczelinie skalnej… Miarkę doceni każdy, kto kiedykolwiek przyrządzał sobie posiłek liofilizowany. Zwłaszcza taki, który wg przepisu wymaga zalania 278 mililitrami wrzątku 😉 Odmierzenie dokładnej ilości płynu może przydać się również przy uzdatnianiu wody środkami chemicznymi. Przypominam – jodyny dodajemy 3 do 5 kropel na litr – to mały margines błędu. Mamy więc drugie zastosowanie Nalgene – odmierzanie objętości.

Dbałości o komfort użytkownika można dopatrzeć się również w mocowaniu nakrętki. Na szyjkę Nalgene Wide Mouth założona jest „obroża”, połączona z nakrętką mocnym, plastikowym paskiem. Zapobiega to zgubieniu zamknięcia przez roztargnionego użytkownika. Butelkę można też na pasku nosić – w szczególności, chwyt za pasek przydaje się, gdy Nalgene Wide Mouth jest pełna gorącej herbaty. Właśnie tak – gorącej.

Argument 3: odporność na wrzątek

Opisywana butelka jest kompatybilna z gorącymi napojami. Przez kompatybilność rozumiem możliwość faktycznego przenoszenia w zamkniętym naczyniu wrzątku, bez uszkodzenia lub upośledzenia naczynia. Słowo „faktycznego” podkreśliłem, gdyż konkurencyjne, choć tańsze, produkty Helikona / Karrimora mają poważny problem – opiszę to w osobnej recenzji.

Dlaczego to takie ważne? Odporność na wrzątek jest kolejną cechą kwalifikującą Nalgene Wide Mouth jako multitool. Pełna gorącego płynu butelka może skutecznie służyć za termofor, który pomoże użytkownikowi rozgrzać powietrze wewnątrz śpiwora i utrzymać jego temperaturę. Jeśli tuż po zalaniu wrzątkiem naczynie jest zbyt gorące dla skóry, można zapakować je np. w skarpetkę. A że producent nie żałował do Nalgene Wide Mouth tritanu – ma ona dość grube ścianki – sama w sobie zapewnia pewną izolację termiczną.

Argument 4: akcesoria

Jak zaznaczyłem na wstępie, Nalgene Wide Mouth jest butelką szalenie popularną. Przekłada się to na dostępność kompatybilnych akcesoriów – zarówno wyprodukowanych przez Nalgene, jak i zewnętrzne firmy. Producenci ładownic na butelki zaznaczają dumnie, że „mieści się Nalgene”. Dodatkową zaletą jest, że „Nalgene mieści się z kubkiem”. Kubki z kolei są reklamowane jako „pasujące do Nalgene”. Oznacza, że butelka wchodzi w kubek bez większych luzów, tworząc poręczny zestaw jak na poniższym zdjęciu. Jest to świetny patent na zaoszczędzenie miejsca w plecaku.

Producent oferuje do butelki Wide Mouth, również widoczny na powyższym zdjęciu, dodatek o nazwie Pillid. Jest to dodatkowa zakrętka z podzielonym na cztery części pojemnikiem. Podziałka, mająca w zamierzeniu oddzielać od siebie różne lekarstwa, jest usuwalna. W pojemniku można zatem nosić także większe rzeczy, które powinny być pod ręką i nie zamoknąć. Przykładowo, wspomniany wcześniej izotonik czy torebki herbaty. Pillid zamyka butelkę, nakrętka butelki zamyka Pillida – proste i skuteczne.

Wśród akcesoriów pasujących do Nalgene można znaleźć również izolowane pokrowce. Czy będzie to izolowana ładownica od Baribal Poland, czy zwykła neorpenowa koszulka – izolacja zmienia butelkę w mniej lub bardziej skuteczny termos.

Argument 5: do wyboru, do koloru

Swoją sztandardową, okrągłą butelkę Nalgene oferuje w trzech pojemnościach – 16, 32 i 48 uncji, co przekłada się na mniej więcej 0,5, 1 i 1,5 litra. Najczęściej wykorzystuję model widniejący na dotychczas wstawionych zdjęciach, czyli 32 oz. Posiadam jednak również butelkę półlitrową – jest to moje ulubione naczynie na herbatę z miodem i cytryną, choć w terenie bywa raczej rzadziej, niż częściej.

Producent oferuje również butelkę w wersji Narrow Mouth, czyli z wąskim wlewem – tę kupiłem z ciekawości na jakiejś wyprzedaży i zasadniczo odradzam – cena ta sama, a jedna zaleta mniej.

Powyższy obrazek ilustruje przy okazji, że butelki Nalgene występują w przeróżnych wersjach kolorystycznych – każdy znajdzie sobie kombinację, która szczególnie wpadnie mu w oko. Jeśli jednak żadna z wersji nie wzbudzi natychmiastowego zachwytu czytelnika, polecam w szczególności naczynie przezroczyste. Poza wypisanymi wcześniej zaletami, pozwala ona na kontrolowanie czystości posiadanej wody. Sprawa nie jest na pierwszy rzut oka oczywista: sączący się z filtra strumyczek pobranej z bagna w okolicach Prypeci wody może wyglądać na czysty, co nie zmienia faktu, że ostateczny wygląd płynu może zachęcać do zastosowania dodatkowych środków bezpieczeństwa.

O ile użycie Sawyera Mini gwarantuje zdatność wody do picia, widząc podobny odcień płynu przefiltrowanego przez np. ubranie, poważnie zastanowiłbym się nad dalszym uzdatnianiem.

No dobra… a wady?

Niezależnie od wypisanych do tej pory zachwytów, nie byłbym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił. Po pierwsze, cena – mało bolesna dla Jankesa – jest na nasze warunki dość wygórowana. Temat można obejść polując na promocje, używki lub egzemplarze powystawowe. Cena jest częściowo kompensowana przez wieczystą gwarancję, jaką producent daje na butelki, nie sprawdzałem jednak póki co, jak działa w Polsce.

Drugim, często poruszanym problemem, jest waga naczynia. Grube ścianki są fajne, ale przekładają się na masę i przestrzeń zajmowaną przez butelkę. 177 gramów deklarowane przez producenta to nie problem przy jednodniowej wycieczce, kilka takich naczyń w plecaku spakowanym na tydzień pieszej wyprawy robi jednak odczuwalną różnicę. Grube ścianki to również duża objętość zewnętrzna, co sprawia, że nawet bardzo dopasowana ładownica wygląda na małym plecaku co najmniej nieciekawie…

…a co dopiero mówić o ładownicy rozbudowanej.

Duży wlew przekłada się na początkowe kłopoty z piciem z naczynia. Próbując pić zawartość jak ze szklanki, niejednokrotnie miałem płyn na brodzie i ubraniu. Nalgene produkuje tzw. easy sipper, czyli wkładkę zapobiegającą takim wypadkom (dodatkowy wydatek). Odpowiednia technika przyjmowania zawartości (tzn. przelewanie płynu do ust) załatwia jednak ten problem bezkosztowo.

Ostatnia wada to niekompatybilność z filtrami. Chcąc wykorzystać filtr Sawyer Mini lub Aquaphor Universal należy mieć przy sobie butelkę z szyjką typu PET.

Podsumowanie

Na koniec warto odpowiedzieć na proste pytanie: warto wydać te kilka dych? Jeśli zakup butelki nie jest pilny, uważam, że warto – ale raz. Zwłaszcza, jeśli upoluje się jakąś promocję. Idąc przez Strefę staram się przy każdej okazji uzupełniać wodę, żeby mieć jej co najmniej trzy litry. Nigdy nie wiadomo, gdzie i kiedy znajdzie się następna studnia czy inne oczko wodne. Większość wody przenoszę w lekkich pojemnikach, które dodatkowo dzielę na czyste i brudne. Nieodmiennie jednak noszę ze sobą jedną sztukę Nalgene Wide Mouth – właśnie ze względu na jej opisywaną wielozadaniowość. Jeśli jednak cena wydaje się zaporowa – na rynku istnieją alternatywy, które również niedługo opiszę.

Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Spis treści