Wisport Reindeer 75

Wisport Reindeer 75 jest plecakiem kontrowersyjnym. Śledząc różne grupy dyskusyjne poświęcone survivalowi i bushcraftowi widziałem skrajnie odmienne opinie na jego temat – podobnie jak Sparrow 30, ma zarówno wiernych fanów jak i zagorzałych przeciwników. W niniejszej recenzji postaram się przybliżyć czytelnikowi zarówno zalety jak i wady tego plecaka, zaobserwowane podczas wieloletniego użytkowania.

Historia zakupu

Reindeer, czyli renifer wpisuje się w wisportową konwencję, polegającą na wybieraniu „odzwierzęcych” nazw swoich produktów. Gdy kupowałem swój egzemplarz o plecakach wiedziałem… mało. Większość moich podróży bazowała na stałej lokalizacji, w której trzymałem bagaż główny. Bez problemu byłem więc w stanie pakować się w niewielki plecak i torbę podróżną, pamiętającą czasy zielonych szkół w podstawówce. Profil podróżniczy ewoluował, gdy postanowiłem ową torbę targać przez pół czeskiej Pragi. Ot, taka maniera, żeby uczciwe, piesze zwiedzanie zacząć zaraz po wyjściu z autokaru.

Kilkugodzinna przebieżka z torbą na ramieniu uświadomiła mnie, że potrzebuję większego plecaka. Nie zastanawiałem się specjalnie nad producentem – wybrałem firmę, która stworzyła – już wtedy lubiany – model Sparrow 30. Mając upatrzonego producenta, wybrałem rozmiar, kolor… i mniej więcej na tym skończyły się dywagacje. Dlaczego dzielę się tą historią, stanie się dla Czytelnika jasne po lekturze dalszego ciągu wpisu. Najpierw jednak podstawowe pytanie, czyli…

Gdzie i za ile?

Opisywany egzemplarz kupiłem w (chyba już nie istniejącym) sklepie internetowym jjaba.pl w kwietniu 2015 roku. Co więcej, trafiłem wtedy na niezłą promocję.

Aktualnie typowa cena pokazywana przez wyszukiwarkę internetową oscyluje około 700 PLN (więcej, jeśli zależy Ci na tym, by plecak był w kamuflażu). Dużo to czy mało – zależy, na co patrzeć. Szukając 75-litrowego plecak Ospreya czy Deutera trzeba liczyć się z ceną około 1000 PLN. Równorzędnej wielkości produkty mniej renomowanych firm potrafią być od Wisporta tańsze. Reindeer 75 plasuje się więc cenowo gdzieś w okolicach środka stawki.

Anatomia renifera

Zastanawiając się nad zakupem Reindeera 75 (liczba w nazwie wskazuje na litraż) należy cały czas mieć z tyłu głowy, że plecak ten Wisport zalicza do linii produktowej „Military”. Takie zakwalifikowanie produktu niesie za sobą pewne konsekwencje, których, w przeciwieństwie do Sparrowa, nie sposób sprowadzić tylko do koloru czy naszytych taśm systemu MOLLE. Głównym celem plecaka militarnego będzie wytrzymałość na niesprzyjające warunki. Tak postawione zadanie wymusza kompromisy w innych ważnych dla użytkownika aspektach, takich, jak wygoda systemu nośnego czy waga końcowa produktu. Z moich obserwacji wynika, że osoby rozczarowane Reindeerem 75 najczęściej nie do końca zdają sobie sprawę z tak przedstawionego faktu i próbują oceniać opisywany plecak z punktu widzenia stricte turystycznego. To z kolei może rodzić pewne nieporozumienia, do których ustosunkuję się w dalszej części wpisu.

Materiały

Głównym materiałem konstrukcyjnym Reindeera 75 jest Cordura. Pisałem już o niej w recenzji Sparrowa 30, więc pozwolę sobie po prostu przekleić stosowny fragment. Materiał ten został opracowany przez firmę DuPont (odpowiedzialną, żeby daleko nie szukać, również za powłoki teflonowe na patelniach). Cordura jest splotem włókien nylonowych charakteryzującym się dużą odpornością na przetarcia. Występuje w kilku gęstościach (mierzonych w denierach – czyli gramach na 9 000 metrów włókna) – najpopularniejsze wersje to 500D i 1000D. Im większa gęstość, tym większa wytrzymałość, ale i większa (choć nie przyrastająca liniowo) waga materiału.

W specyfikacji Reindeera 75 Wisport nie wskazuje jednoznacznie, jakiej używają gęstości Cordury. Z informacji uzyskanych przez znajomego, który zamęczał Wisporta pytaniami o plecak Zipperfox 40, wynika, że większość wersji kolorystycznych jest szytych z Cordury 500D. Wyjątkami są polski kamuflaż Wz. 93 oraz RAL 6003, wykonane z Cordury 1000D.

Zastosowanie Cordury czyni plecak – przynajmniej w zewnętrznej warstwie – praktycznie niemożliwym do uszkodzenia w normalnych warunkach. Za wytrzymałością idzie jednak zauważalna masa. Specyfikacja Wisporta mówi o wadze 2300 gramów. Mój egzemplarz waży prawie dokładnie tyle…

…ale dopiero po odpięciu kieszeni bocznych. Obstawiam, że deklarowana masa dotyczy plecaka z Cordury 500D – mój egzemplarz jest jednak z gęstszego splotu.

Elementy plastikowe, takie jak klamry, drabinki i zaczepy, są również z górnej półki. Wisport korzysta z komponentów Duraflex (firmy National Molding) oraz ITW Nexus. Nie jestem pewien, kto jest producentem taśm, ale do nich również nie mogę się przyczepić.

Osoby krytykujące produkty Wisporta zwracają często uwagę na markę suwaków, podkreślając głównie, że nie są firmy YKK. Wisport do niedawna używał zamków produkowanych pod własną marką, aktualnie zaś stosuje zamki firmy Kroko. Tych ostatnich nie miałem okazji sprawdzać, natomiast do maszynek Wisporta nie mogę się przyczepić. Osoby zaniepokojone marką maszynek mogą jednak odetchnąć, suwaki w Reindeerze są zaledwie trzy, z czego dwa w miejscach „nie strategicznych”.

System nośny

Reindeer 75 utrzymuje się na plecach przy pomocy autorskiego systemu Wisporta – Full Adjustable System (FAS) Plus.

Osoba przyzwyczajona do fotografii plecaków Deuter, Gregory, czy Osprey może na widok powyższego zdjęcia cokolwiek się zniechęcić. Fakt, wizualnie – w porównaniu do systemów nośnych wymienionych firm, szkielet Reindeera wygląda trochę jak parkowa ławka stojąca obok luksusowej kanapy.

Fakt, prosty system nośny jest najczęściej przewijającym się zarzutem wobec opisywanego plecaka. Jest to zarazem jedno z ważnych źródeł nieporozumień – ponownie przypominam, że mamy do czynienia z plecakiem militarnym. Jest to o tyle ważne, że producent ma prawo zakładać, że użytkownik będzie w jakiej – takiej formie fizycznej.

Czy takie założenie dyskwalifikuje plecak? Cóż… autor niniejszego bloga nie należy do stałych bywalców siłowni. Jaką taką formę utrzymuję robiąc regularne ćwiczenia kalisteniczne, typu pompki czy podciągnięcia. Być może dlatego FAS Plus nie był dla mnie nigdy źródłem istotnego dyskomfortu. Ok, zdarzało się, że po dłuższym marszu po Zonie zdarzało mi się odciążać ramiona łapiąc za szelki plecaka. To zły nawyk, gdyż przy wywrotce może wyłamać kciuki, jednak nawet przy obciążeniu rzędu 22 kg dało się względnie normalnie maszerować.

Uczciwość nakazuje przyznać, że nie mam daleko idącego porównania. Plecaki z systemami bardziej zaawansowanymi przymierzałem jedynie w sklepach turystycznych, nie sprawdzając ich na dłuższych trasach. Na korzyść FAS Plus świadczy jednak fakt, że porównując topowe marki turystyczne z Reindeerem nie zauważyłem jakiejś kolosalnej rewolucji już na dzień dobry. Koniec końców nie zdecydowałem się też na wymianę plecaka na rzekomo wygodniejszy. Żeby uniknąć gołosłowia, rozłóżmy jednak system na czynniki pierwsze.

Pas biodrowy

Najważniejszą – moim zdaniem – częścią systemu nośnego plecaka, jest pas biodrowy. Jego zadaniem jest zakotwiczenie przenoszonego ciężaru na talerzach biodrowych. Jeśli pas spełnia to zadanie, znacząco zmniejsza siły działające na ramiona. Jeśli nie spełnia – dyskwalifikuje w moich oczach plecak jako całość. Pas w Reindeerze – na szczęście – działa.

Od zewnętrznej strony pas jest obszyty taśmą 50 mm., na której trzyma się klamra spinająca. Taśma przyszyta jest na stałe – nie ma więc opcji doczepienia jakichkolwiek ładownic. Spostrzegawczy czytelnik zauważył też już pewnie dodatkową drabinkę z taśmą regulującą. Można przy jej pomocy dodatkowo zacieśnić pas od strony pleców.

Po stronie wewnętrznej znajdziemy siatkę dystansową.

Siatka jest „typowa”, tzn z dość szerokimi oczkami. Oznacza to z jednej strony lepszą wentylację, z drugiej – podatność na uszkodzenia. 6 lat użytkowania nie dało jednak rady spowodować większych zniszczeń. Jedyne co zauważyłem (a i to dopiero przy robieniu zdjęcia), to małe, widoczne powyżej, przetarcie.

Wnętrze pasa wypełnia jakiś rodzaj materiału usztywniająco – amortyzującego. O ile na sztywność czy wygodę pasa nie mogę narzekać, samo wypełnienie stanowczo mogłoby być lepsze. Powód narzekania przedstawia poniższy filmik (oglądać z dźwiękiem).

Zgadza się – pas biodrowy Reindeera nawet po latach używania skrzypi niemiłosiernie. Również w czasie marszu. Miałem nadzieję, że materiał wyrobi się i uspokoi wraz z kolejnymi pokonanymi kilometrami. Niestety, nadzieja okazała się płonna.

Dlaczego tak się czepiam efektów dźwiękowych? Plecak militarny powinien – w mojej opinii – umożliwiać nie tylko bohaterską szarżę na wroga, ale również działania dyskretne. Ciężko zaś skradać się niezauważenie, gdy każdemu krokowi towarzyszy skrzyp. OK – odgłos wydawany przez pas nie był do tej pory źródłem żadnej spektakularnej wtopy w Czarnobylu. Zdarzało się jednak, że adrenalina niepotrzebnie skakała mi w górę podczas przekradania się w okolicach tego czy innego punktu kontrolnego. Jeśli miałbym wskazać jedną rzecz do wymiany w całym plecaku, byłoby to właśnie wypełnienie pasa biodrowego.

Szelki i amortyzacja pleców

Jeśli pas biodrowy dobrze wykonuje swoje zadanie, od szelek i poduszek pod plecy wymagam w zasadzie niewiele. Szelki mają mieć regulowaną długość i nie wpijać się w ramiona. Część przylegająca do pleców ma z kolei dać się umiejscowić na właściwym miejscu, być choć trochę miękka i zapewniać względną oddychalność. Z tak postawionymi wymaganiami Reindeer 75 sobie radzi. W szczególności, pusta przestrzeń między poduszkami na plecy a pasem pozwala na całkiem dobry dopływ powietrza do pleców. Same szelki są regulowane na typowych drabinkach i nie mają (na szczęście) potencjalnie awaryjnego systemu szybkiego wypinania.

Nieco problemów sprawia regulacja wysokości poduszek amortyzujących plecy. System FAS, jak sama nazwa wskazuje, jest bardzo płynnie regulowany. O ile konkurencyjne plecaki często oferują kilka prefediniowanych położeń, wysokość poduszek w Reindeerze 75 jest regulowana co do milimetra. Poduszki, wraz z przymocowanymi szelkami, „jeżdżą” płynnie na aluminiowym stelażu, przy czym maksymalna wysokość, jaką mogą osiągnąć, jest zależna od tego, ile taśmy wypuścimy z widocznych na zdjęciu drabinek. Osoba dokładna, a do takich należy autor bloga, narażona jest przez to na ciągłe próby optymalizacji. Pół centymetra w górę lub w dół, przymiarka, zmiana, przmiarka… Dość powiedzieć, że optymalną wysokość zaznaczyłem wreszcie – dla świętego spokoju – markerem.

W ramach autorskiej modyfikacji, aby ograniczyć zjeżdżanie poduszek, gdy plecak spoczywa na ziemi, owinąłem stelaż taśmą maskującą. Utrzymuje to system w jakiej – takiej stabilności i nie powoduje ciągłej obawy o niekontrolowane rozregulowanie. Na szczycie szelek są też, widoczne na poprzednim zdjęciu, taśmy pozwalające na dociągnięcie góry plecaka do linii kręgosłupa użytkownika. Jest to o tyle ważne, że przybliża środek ciężkości ładunku do pleców, zmniejszając zakładaną przez plecak dźwignię.

Całości systemu nośnego dopełnia stelaż. Są to dwie aluminiowe listwy, zapobiegające sytuacji, w której zawartość plecaka uwiera użytkownika w plecy, oraz pas piersiowy. W tym ostatnim wymieniłem klamrę, w miejsce oryginalnej wpinając wersję z gwizdkiem.

Ponieważ Wisport nie zadbał w moim egzemplarzu o jakąkolwiek stabilizację wysokości pasa piersiowego, uzupełniłem szelki o zamówione na Aliexpress trzymadełka do rurki bukłaka. Ponieważ Reindeer 75 z bukłakami nie współpracuje, wyłamanych trzymadełek nie wymieniałem. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że zdjęcia aktualnych wersji Reindeera, które znalazłem na sieci, wskazują, że regulatory wysokości pasa piersiowego są już przez Wisport w Reindeerze 75 montowane.

Przestrzeń ładunkowa

Komora główna Reindeera 75 to typowy worek na szpej. Brak tu jakichkolwiek kieszonek czy organizerów – jest tylko zaciągana sznurkiem patka, pozwalająca na oddzielenie ładunku ze spodu plecaka od reszty świata. Jak działa – nie wiem, nigdy jej nie używałem 😉

Jeśli jakimś cudem brakuje Ci miejsca w plecaku, dostępną przestrzeń rozszerza całkiem spory komin, zamykany na sznurek ze stoperem. Drugi sznurek, poniżej został zamontowany aby… no właśnie nie wiem po co. Mogłoby go nie być, zwłaszcza, że metalowe oczko, na którym powinien blokować się stoper, postanowiło opuścić posterunek.

Do komory głównej można dostać się również od spodu, rozsuwając umieszczony na dole plecaka suwak. Jakby ktoś pytał, to jest ten „strategiczny” – jego awaria spowoduje po prostu wypadanie ładunku, dlatego staram się go nie nadużywać.

Zwieńczeniem komina jest klasyczna – demontowalna (nie wiem po co) klapa, zamykana na klamry 25 mm. Klapa posiada dwie kieszonki – zewnętrzną i wewnętrzną – na drobne, a potrzebne od ręki przedmioty. Obie kieszonki są zamykane na zamki „nie strategiczne” – jeśli się rozwalą, trudno, zawartość kieszeni pójdzie do komory głównej.

Jak widać na pierwszym z dwóch powyższych obrazków, klapa mocowana jest na trzy taśmy. Jest moim skromnym zdaniem całkowita porażka. Dlaczego? Klapa nigdy nie daje się idealnie dopasować do plecaka. Fakt, że jest podgumowana i chroni trochę przed deszczem, jest niwelowany przez możliwość dostania się wody do komory głównej przez nie podgumowany komin. Naprawdę nie dało się tego przyszyć na stałe?

Dodatkowe kieszenie

Z plecakiem otrzymujemy „w gratisie” dwie demontowalne kieszenie boczne.

Jeśli zależy Ci na naładowaniu plecaka po kokardę, korzystaj śmiało. Ja z biegiem czasu nauczyłem się obywać bez nich, najpierw demontując jedną, by zrobić miejsce na przypięcie karimaty…

…by w końcu całkowicie z nich zrezygnować.

Kieszenie boczne, pomimo obecności nad wyraz szerokich komórek, niekompatybilnych z systemem Molle są mocowane za pośrednictwem klamerek które kiedyś znalazłem pod nazwą Silk Clip, a które najłatwiej teraz znaleźć na Aliexpress.

Nie do końca ufam temu rodzajowi klamry (jest ciężki w użyciu i łamliwy). O dziwo jednak – wszystkie klipsy jeszcze się trzymają.

Plecak posiada również dwie boczne kieszonki na mały szpej. Butelka Nalgene nie daje się tam wepchnąć, ale klapki, czy ponczo – jak najbardziej.

Taśmy, troki, tasiemki

Wisport lubi taśmy. Oj, lubi. Z przodu mamy do czynienia z paskami na deskorolkę (uparcie wszywanymi przez Wisport do plecaków militarnych) oraz trzema rzędami systemu Molle. Nie mam pomysłu co (poza deskorolką 😉 ) można tam przypiąć. Jeśli coś trafia na Molle, jest to panel na naszywki firmy M-Tac). Wielbiciele troczenia szpeju na zewnątrz plecaka mają jednak więcej powodów do radości. Paski 20 mm. (które zdemontowałem) znajdują się na szczycie klapy. Dodatkowo, na spodzie mamy jeszcze – nie demontowalne – taśmy na… nie wiadomo co.

Te taśmy to moim zdaniem porażka – dają za mało miejsca na przypięcie choćby średniej wielkości karimaty. Jest to o tyle kuriozalne, że praktycznie w każdym innym miejscu Wisport daje taśmy gigantyczny nadmiar. Cóż, trochę więcej przestrzeni dają widoczne po zewnętrznej troki zapinane na klamry – te pozwalają już na przypięcie np. śpiwora.

Kolejną – niestety – porażką plecaka jest, również zrobiony z taśmy, uchwyt transportowy.

Pomijając fakt, że uchwyt jest nieproporcjonalnie długi, próba przenoszenia 20 kg na wąskiej, wrzynającej się w ręce taśmie, jest wyjątkowo kiepskim doświadczeniem. Zrobiona – i zdemontowana – owijka z paracordu niewiele pomogła. Aktualnie, jeśli muszę przenieść plecak, łapię go po prostu za szelki.

Wrażenia z użytkowania

Reindeer 75 spędził ze mną kawał czasu – nie tylko leżąc w szafie. Był na wszystkich czarnobylskich nielegalach, pakuję się do niego na zwykłe wyjazdy oraz na nocki w lesie. Plecak jest nie do zajechania. Paradoksalnie, większość widocznych otarć czy odbarwień powstała… podczas transportu w luku bagażowym samolotów. Ot, gdzie teren nie da rady, obsługę naziemną pośle 😉 Fakt jednak, że z bagażem z materiału innego niż Cordura miałbym obawy co do nurkowania do rowów w ucieczce przed nadjeżdżającymi samochodami.

Czy dałoby się coś zrobić lepiej? Owszem. Jeśli Wisport pokusi się o wersję II tego plecaka, sugeruję przede wszystkim poprawić skrzypiący pas biodrowy oraz dodać wieszak i wyjście na bukłak. Może – przy okazji – zastanowić się nad tym, gdzie dać ile taśmy, to jednak jest bolączka drugorzędna.

Czy da się kupić plecak lepszy? Jeżeli lwią część wypraw spędzasz na trasach, które nie grożą rozdarciem plecaka z materiału o niewielkiej gęstości, przymierz się najpierw do produktów Deutera, Ospreya czy Gregory. Jeśli szukasz dobrego kompromisu między wytrzymałością i wygodą – bez wahania polecam Reindeera. Zastanów się tylko, czy nie lepiej wziąć od razu mniejszą wersję, czyli 55-litrową. Dla mnie 75 litrów to od jakiegoś czasu za dużo 🙂

Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Spis treści