Nie kupuj Mory

Do niniejszego wpisu zbierałem się kawał czasu, wiedząc, że będzie kontrowersyjny i zapewne rozzłości parę osób 😉 Ale co tam, blog od początku miał zawierać moje osobiste przemyślenia, więc co mi tam. Jedziemy!

„Kup Morę!”

Hasło z nagłówka jest zwyczajową odpowiedzią, pojawiającą się na polskich grupach bushcraftowych ilekroć ktoś mniej lub bardziej początkujący pyta o nóż do lasu, najlepiej „nie za milion monet”. Cóż, firma Morakniv ma w środowisku – nie tylko naszym – rzeszę fanów. Sam dałem się złapać tej propagandzie, stąd przez moje ręce przewinęło się kilka modeli kultowej Mory. Innymi słowy, wiem, co mówię 😉

Jeśli ktoś rozwinie wyżej wymienione hasło, wskazuje z reguły na jedną z budżetowych opcji – Basic, Companion lub Robust. Wszystkie wymienione modele można kupić wydając mniej niż 100 PLN, w szczególności zaś – za model Basic – zapłacimy mniej niż 40 PLN. Zanim przejdę do uzasadnienia hasła z tytułu, pokażę, co obiektywnie dostajemy za te pieniądze. Na zdjęciach widać modele Basic Carbon i Pro C, które aktualnie miałem pod ręką.

Anatomia Mory

Wszystkie budżetowe opcje oferowane przez Morakniv cechują się podobną konstrukcją. Cechą wspólna jest głownia z moim ulubionym szlifem skandynawskim, długości 91 lub 104 (Companion) mm, ze stali węglowej lub nierdzewnej. Różnica między stalą sprowadza się jak zwykle do tego, że węglówka jest twardsza, ale łapie rdzę. Problem tej ostatniej da się rozwiązać octową kąpielą w celu stworzenia patyny chroniącej przed tlenem.

Grubość głowni to 2 lub 3,2 mm. Poza tym modele różnią się kolorystyką (niebieski najczęściej oznacza nierdzewkę, czerwony – stal węglową) i materiałem rękojeści – plastikiem lub połączeniem plastiku z gumą. Poniżej – niebieski Basic, zrobiony właśnie ze stali nierdzewnej.

Warto zaznaczyć, że – poza stanowczo za drogim jak na swoje możliwości modelem Garberg – wszystkie Mory są konstrukcjami typu hidden tang. Dla laików – głownia wchodzi w rękojeść tylko na pewien – z reguły krótki – fragment. Przy cięższych pracach, typu batonowanie, przekłada się to na duże ryzyko uszkodzenia noża.

Kolejna część wspólna to pochwy z tworzywa sztucznego z zaczepem na pasek.

Tajemniczy wystający element z przodu pochwy, który zdarzało mi się usunąć służy do noszenia kilku noży na raz… co ma sens w przypadku, gdy potrzebujemy mieć pod ręką np. zwykły nóż i model będący w zasadzie dłutem. Pochwy trzymają nóż porządnie, tu nie mam się do czego przyczepić. Tyle w kwestii anatomii. Przejdźmy do uzasadnienia tytułu.

Ale… jak to, dłutem?

Czytelnik sądzący, że Mora = noże do lasu może mieć w tym momencie dysonans poznawczy. Cóż, noże kojarzone z survivalem czy bushcraftem to tylko element portfolio szwedzkiej firmy. Dużo modeli, w tym uwielbiane przez środowisko modele budżetowe, to noże rzemieślnicze. Tanie – zwłaszcza jeśli ma się szwedzkie zarobki – ale również zawodne. Ot, złamie się, zardzewieje czy wyszczerbi, to bierzemy z szuflady kolejny. Taka filozofia.

Ale… jak to, złamie?

Normalnie 🙂 Uwielbiana przez środowisko tania Mora Basic to nóż przeznaczony do dłubania w przydomowym ogródku. Jeśli trzeba wyciąć chwasty czy wydłubać korzeń usuwanego krzaka – wystarczy. Jak trafi na kamień – może pęknąć lub się wyszczerbić. To nie jest wytrzymały nóż. Producent nie po to go zaprojektował. Kupując budżetową Morę akceptujesz ten fakt… lub szukasz czegoś innego. Czego? Zacznijmy od podstawowego pytania:

Po co Ci w lesie nóż z głownią stałą?

No właśnie, po co? W społeczności bushcraftowej pokutuje mit, że nóż z głownią stałą w lesie to w zasadzie konieczność. Była to może prawda w czasach, gdy dostępne na rynku scyzoryki sprowadzały się do noży monterskich Gerlacha… Które, swoją drogą, wcale nie były takie złe, przełaziłem z takim całe dzieciństwo, wiem, co mówię. W 2023 roku mamy jednak na rynku całą masę folderów, które, dzięki sensownym blokadom i porządnej stali, mogą zrobić praktycznie wszystko, do czego nadaje się nóż z głownią stałą – dwa wyjątki to rąbanie i batonowanie drewna. Zadania typu „zastrugać patyk”, „ponacinać kiełbaskę”, „ociosać grubszą gałąź z cienkich”, „przeciąć sznurek” z powodzeniem wykonasz nawet małym Victorinoxem 91 mm (Spartan, Huntsman, Camper…), czy opisywanym na blogu GAKiem. Do rąbania drewna potrzebny jest nóż dłuższy i cięższy niż dowolna Mora. Co do batonowania… cóż:

Nie batonuj Morą

Był taki okres w moim życiu survivalowym, w którym zachwyciłem się modelem Companion HD. Zgrabny, zielony, taktyczny, bushcraftowy, lekki. Żyć nie umierać. Uznałem, ze HD, czyli Heavy Duty, oznacza, że można z tym nożem zrobić wszystko. Rozczarowanie (uwiecznione starym telefonem w kiepskim świetle, w czasach, gdy nie myślałem o blogowaniu) można zobaczyć poniżej.

Oczywiście, będąc osobnikiem dociekliwym, napisałem do producenta z pytaniem, o co kaman z tym HD w nazwie. Odpowiedź, po odfiltrowaniu marketingu, sprowadziła się do dwóch zdań:

„Companion HD not is the ultimate batoning knife and that we never have recommend it for batoning” oraz „A Companion (std- or HD-version doesn’t matter) will never be accepted as a warranty case if batoned.”.

Innymi słowy, żadna z budżetowych Mor nie jest przeznaczona do ciężkich robót leśnych. Nie mam o to pretensji do producenta, traktuję to po prostu jako dodatkowy argument, który pozwala na…

Podsumowanie

Wybierając pierwszy nóż do lasu, nie ma sensu bawić się budżetową Morą. Nawet mając ograniczony budżet, zamiast Mory Basic dużo lepiej kupić uniwersalny folder, który można nosić również w mieście – do czego gorąco zachęcam. Gdy przyjdzie do cięższych prac… Z uwagi na konstrukcję hidden tang żadna Mora, poza Garbergiem, który jest wyceniany stanowczo za drogo, nie nadaje się do nich. Resztę zrobisz przyzwoitym folderem – z budżetowych polecam używane Victorinoxy z OLX czy brzydki jak noc, ale wytrzymały Sanrenmu 710.

Jeśli wkręcisz się w bushcraft i survival, porządny nóż z konstrukcją full tang to coś, na czym nie warto oszczędzać – co nie znaczy, że należy wydawać od razu 1000 PLN na jakiegoś customa. Odłożenie około 300 złotych na porządny nóż powinno być w zasięgu praktycznie każdego. Z braku Real Steel Bushcraft na rynku, aktualnie jako alternatywę doradzam ludziom Manly Patriot, z reguły są zadowoleni.

Opcja numer dwa – odpuść nóż z głownią stałą, i do cięższych robót kup po prostu siekierę. Ważne tylko, żeby nie była nią beznadziejna Mora Camping Axe 😉

Na koniec – jeśli nie zgadzasz się z powyższym wywodem, zapraszam do dyskusji w komentarzach 🙂

Otagowano , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

  • Spis treści