Lixada Titanium 650 ml – kubek (prawie) idealny

Po dłuższej przerwie w publikowaniu wpisów spowodowanej ogólnie pojętym życiem, najwyższa pora wrócić do pisania. Dziś na warsztat idzie tytanowy kubek, który Czytelnik zaznajomiony z blogiem rozpozna zapewne ze zdjęć przewijających się w innych wpisach. Ot, choćby recenzjach Nalgene Wide Mouth czy relacji z nielegalnej wyprawy do Zony.

Po co mi ten tytan?

Dopóki moje wyprawy nie przekraczały dwóch – trzech dni z możliwością korzystania ze sklepów, nie byłem szczególnie przeczulony na to, ile kilogramów mam na plecach. Nie pamiętam dokładnie ile ważył Reindeer 75 spakowany na pierwszy czarnobylski nielegal. Na pewno było to jednak więcej niż 20 kg, do czego w pewnym stopniu przyczyniły się naczynia – Tatonka Handle Mug oraz BCB Crusader Cup. Wyprawa ta, choć zakończona przedwcześnie z uwagi na złapanie przez ukraińskie służby porządkowe, sprawiła, że – choć daleko mi do ekstremalnego gryzigramstwa objawiającego się obcinaniem szczoteczek do zębów czy nadmiarowych centymetrów taśmy – zacząłem zwracać uwagę na wagę ekwipunku. Poza obniżeniem wagi zależało mi na wytrzymałości i możliwości użycia przynajmniej jednego naczynia do gotowania wody. Wybór padł więc na tytan. Gdy zaś popatrzyłem na różnicę między cenami naczyń tytanowych w sklepach w Polsce i na Aliexpress… cóż wybór był tylko jeden.

Dlaczego nie aluminium?

Wspomniany w nagłówku lekki, choć nieprzesadnie wytrzymały, metal ma swoich fanów (lekki i tani) oraz przeciwników (najczęściej z uwagi na rzekomą szkodliwość aluminium dla zdrowia – piszę rzekomą, gdyż nie poświęciłem wystarczająco dużo czasu na badanie tematu, żeby się wypowiadać z pełnym przekonaniem).

Sam do obozu przeciwników aluminium trafiłem z powodów innych niż naukowe. Ot, w początkowej fazie fascynacji wszystkim, co wojskowe, kupiłem aluminiową manierkę WP. Manierki użyłem raz – woda która do niej trafiła przeszła nieprzyjemnym smakiem, co raz na zawsze zniechęciło mnie do tego metalu. I choć wiem, że zapewne manierka była z materiału podłej jakości, nie przekonuje mnie ani rzekomo lepszy rodzaj tego metalu ani anodyzacja. Nie i już.

Gdzie i za ile

Swój kubek kupowałem w pięknych czasach, gdy nikt nie słyszał o pandemiach, wojnach za progiem czy galopującej inflacji. Link do sklepu standardowo pod obrazkiem.

Aktualnie sklep sprzedaje kubki wyłącznie w zestawie ze sporkiem, za cenę prawie dwukrotnie wyższą. Na dzień powstania wpisu można upolować sam kubek za odrobinę ponad 100 PLN.

Kryteria wyboru

Dlaczego wybrałem akurat ten kubek? Wyszukanie frazy Titanium Mug na Aliexpress pokazuje kilka różnych marek (Lixada, Tomshoo, Boundless Voyage itp.). Mój wybór padł na Lixadę 650 ml, gdyż spełniała wszystkie kryteria, które uznałem za kluczowe dla kubka idealnego.

Każdy kto kliknął w powyższą linkę wie już, że Lixada oferuje swoje kubki w różnych objętościach – do wyboru do koloru. Dlaczego zdecydowałem się na objętość 650 ml.? Powodów było kilka. Kubek wybierałem w erze pre-aeropressowej, więc zależało mi na możliwości zaparzenia w kubku 500 ml kawy, co wymaga pewnego zapasu. Drugi istotny – średnica. Kubek miał w założeniu pasować do Nalgene Wide Mouth. Z kubków większych niż 500 ml. pasowały 650 i 750 – ten ostatni wydał mi się już przesadnie duży. Oczywiście, niespecjalnie ufałem Chińczykom w kwestii podawania rozmiarów, więc gdy upragniona przesyłka dotarła, natychmiast przymierzyłem butelkę do kubka.

Jak widać – pasuje, z minimalnym luzem, ale w plecaku nie grzechocze. Fakt pasowania do słoika Nalgene pociąga automatycznie kolejną korzyść – możliwość przenoszenia stugramowego kartusza z gazem.

Skoro zaś po włożeniu kartusza zostaje miejsce – czemu nie wykorzystać go na kuchenkę i podstawkę pod kartusz?

Idąc za ciosem, na szczyt kubka dajemy drugi kubek – Fold-A-Cup Big, wtykamy sporka i mamy piękny zestaw kuchenny, mieszczący się w worku dołączanym przez producenta.

Kryterium ostatnie – chciałem, żeby w przeciwieństwie do produktów Tatonka i BCB, kubek miał fabrycznie dołączoną pokrywkę. Ten ma 🙂

Bystry czytelnik zorientuje się natychmiast, że dzięki wycięciu w zawiasie uchwytu pokrywki, trzymadełko można na czas gotowania utrzymać w pozycji zbliżonej do pionu. Małe, a cieszy.

Ostatnie kryterium – składane uszy – jak widać po wcześniejszych obrazkach kubek również spełnia.

Gryzigramstwo

Tak, wiem, część czytelników na to czekała. Producent deklaruje wagę 112 gramów. Moja waga pokazuje…

Czyli – całe 6 gramów do przodu 🙂

Wrażenia z użytkowania

Opisywany kubek to jeden z nielicznych sprzętów, do których się przywiązałem. Włóczę go ze sobą na każdą możliwą wyprawę – nawet jeśli zakładam, że nie będę potrzebował kubka. Nałożony na butelkę Nalgene nie zajmuje praktycznie miejsca w plecaku, waży mało. Jest oczywiście odporny na ogień – można w nim gotować zarówno na gazie…

…jak i w ognisku.

Wewnętrzna miarka jest względnie dokładna, choć odkąd producenci liofilizatów robią kreski w torebkach, nie jest to jakaś bardzo przydatna sprawa.

Zeskrobywanie sadzy przy pomocy druciaka znosi dzielnie i nie widać na nim żadnych rys – poza widocznymi powyżej śladami po papierze ściernym, powstałymi przy okazji ścierania przypalenizny, która nijak nie chciała inaczej odpuścić.

Rzekoma mniejsza termoprzewodliwość tytanu nie powoduje zauważalnej różnicy w czasie gotowania, na wytrzymałość kubka również nie mogę narzekać.

To co jest nie tak?

Dociekliwy czytelnik ma prawo zadać sobie teraz pytanie, dlaczego w tytule wpisu nazwałem kubek „prawie” idealnym. Odpowiedź ma na imię aluminium.

Tak, dokładnie, to nie literówka. Przeglądając największą (chyba) polską grupę na FB zrzeszającą gryzi… znaczy, miłośników nurtu ultralight w turystyce pieszej 😉 trafiłem na dyskusję o chińskim tytanie. Okazało się, że jeden z dociekliwszych członków grupy nie zaufał Chińczykom na tyle, żeby uwierzyć w to, że tak tanio sprzedają czysty tytan. Przyparci do muru majfrendzi z Lixady zeznali podobno, że faktycznie, uszlachetniają swój wyrób aluminiowym dodatkiem. Przyparty zaś do muru detektyw podzielił się sposobem na wykrycie domieszki – rzekomo tytanowe naczynie należy przez jakiś czas intensywnie pocierać ręcznikiem papierowym. Jeśli wytworzy się ciemny osad – tytan jest uszlachetniony.

Potraktowany ręcznikiem kubek Lixada faktycznie pozostawia pewien osad – choć przyznam, że trzeba się nieco postarać, a i na zdjęciu samym widać mało.

Jak zatem żyć z aluminium?

Odkrywca aluminium w kubkach Lixady podzielił się jeszcze jedną informacją – co najmniej jedna firma – Boundless Voyage – robi kubki bez domieszek. Nie lubiąc aluminium, nie byłbym sobą, gdybym nie sprowadził wyrobu tej firmy.

Faktycznie było – i jest – nieco drożej (link pod obrazkiem).

Z racji na dostępność w czasie moich zakupów, zdecydowałem się na wersję 600 ml. Po dołożeniu ok. 25 PLN dostajemy kubek, który można trzeć ręcznikiem do woli – osad nie zostaje.

Rozmiar – minimalnie mniejszy.

Nalgene – wchodzi. Miarka jest.

Waga – nawet niższa niż Lixada.

…co rekompensuje pewnie brak wcięcia na rączce od pokrywki. Do pokrowca dołączonego do kubka również wchodzi zestaw kuchenny.

Po co więc opisuję Lixadę?

Czytelnik ma prawo zadać mi pytanie, czemu w akapicie dotyczącym wrażeń z użytkowania piszę o kubku Lixada w czasie teraźniejszym. Odpowiedź jest prosta – mimo, że produkt Boundless Voyage jest – obiektywnie – lepszy, nie mogę się do niego przyzwyczaić. Lixada była ze mną na tylu wyprawach, że używam jej z czystego sentymentu – ryzyko zdrowotne związane z domieszką aluminium oceniam na niskie – aczkolwiek jest to ocena, analogicznie jak w przypadku tritanu – subiektywna. Gdybym nie miał żadnego tytanowego kubka – od ręki dopłaciłbym różnicę między Boundless Voyage a Lixadą. A że sentyment – cóż, jest jak jest.

Podsumowanie – czy warto iść w chiński tytan?

Czytelnik poszukujący tytanowego kubka na polskim rynku ma parę alternatyw. Od kosztujących dwa razy tyle co chińskie naczyń firmy Snow Peak, przez kubki chińskie, ale z innym brandem (Fjord Nansen oferuje kubek wyglądający identycznie jak te firmowane przez Lixada), po kubek z Decathlonu – którego nie pocierałem niczym, ale który występuje bez pokrywki. Aktualny kurs waluty niweluje w pewnym stopniu korzyści z zakupów na Aliexpress – nie zmienia to faktu, że z kubka od Majfriendów jestem nieodmiennie zadowolony i polecam – czy to w wersji z domieszką aluminium, czy bez.

Otagowano , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

  • Spis treści